Warszawa. 9 sierpnia na Stadionie Narodowym odbył się koncert białoruskiego rapera Maxa Korzha, który przyciągnął dziesiątki tysięcy fanów z Polski i zagranicy, w tym licznych Białorusinów i Ukraińców. Bilety wyprzedały się w zaledwie pięć dni. Jednak muzyczne wydarzenie zamieniło się w sceny chaosu.
Jeszcze przed koncertem, w piątek wieczorem, odbył się nielegalny zlot fanów, który napsuł krwi mieszkańcom warszawskiej Woli. Na terenie byłych działek PKP przy ul. Ordona zebrało się kilka tysięcy osób. Mieszkańcy skarżyli się na hałas, odpalanie rac i fajerwerków oraz śmiecenie. Policja interweniowała zatrzymała sześć osób i wystawiła 25 mandatów.
Na samym koncercie atmosfera szybko wymknęła się spod kontroli. Fani rapera masowo próbowali wtargnąć z trybun na murawę, naruszając strefy zakazane, co doprowadziło do chaosu, starć z ochroną oraz interwencji policji. Organizatorzy zagrozili przerwaniem koncertu z powodu naruszeń porządku, co wywołało dodatkowe napięcia wśród publiczności. Doszło do zatrzymań. Internauci zwracają uwagę na obecność symboli banderowskich wśród publiczności.
Organizatorzy i policja nie wydali jeszcze pełnego raportu na temat skali incydentów ani ewentualnych obrażeń.
Raper Max Korzh śpiewa po rosyjsku, prezentuje się jako opozycjonista wobec rządu Łukaszenki, ale np. jego obecna trasa koncertowa obejmuje trzy występy w Rosji.