Ballymena (Irlandia Północna). 9–10 czerwca wybuchły gwałtowne zamieszki po proteście związanym z napaścią seksualną na nastolatkę, do której doszło 7 czerwca.
Dwaj 14-letni chłopcy, korzystający z tłumacza z rumuńskiego, zostali oskarżeni o usiłowanie gwałtu i stanęli przed sądem 9 czerwca. Według mediów (Sky News, BBC, The Irish News, Reuters, The Guardian, The New York Times…) protest, początkowo pokojowy, z udziałem ok. 2,5 tys. osób, został „przejęty przez antyimigranckie grupy”, co doprowadziło do eskalacji przemocy.
W ciągu dwóch nocy zamieszek zamaskowani sprawcy rzucali koktajlami Mołotowa, fajerwerkami, cegłami i metalowymi przedmiotami w radiowozy i podpalili co najmniej cztery domy oraz samochody. Ataki na nieruchomości, w tym domy mniejszości etnicznych, uznano za przestępstwa z nienawiści na tle rasowym.
Policja użyła armatek wodnych i gumowych pocisków do rozproszenia tłumu. Policja określiła zamieszki jako „rasistowski bandytyzm wymierzone w mniejszości etniczne i służby mundurowe”.
Niektóre domy oznaczono napisami wskazującymi narodowość mieszkańców (np. „Brytyjskie gospodarstwo”, „Tu mieszka Filipińczyk”), by uniknąć ataków.
Politycy, w tym premier Keir Starmer i minister ds. Irlandii Północnej Hilary Benn, potępili przemoc, podkreślając brak uzasadnienia dla ataków na policję i mienie.
Lokalny poseł Jim Allister (TUV) wskazał na rosnące napięcia związane z imigracją, ale potępił przemoc jako „niewłaściwą”. Rodzina zgwałconej dziewczynki odcięła się od zamieszek.