„Biały Olbrzym” w Duisburgu to taki wielki wieżowiec. 320 mieszkań, 1414 oficjalnie zameldowanych osób, w sumie jakby niewielkie miasteczko. Złe miasteczko. Imigranckie.
DHL niedawno zawiesił tam dostarczanie paczek, bo nie było możliwe zagwarantowanie bezpieczeństwa kurierom z powodu „groźnych incydentów”.
30 października o szóstej rano miał tam miejsce gigantyczny nalot na to siedlisko bezprawia. 400 funkcjonariuszy policji otoczyło budynek, a wraz z nimi urzędnicy z Federalnej Agencji Pracy oraz specjaliści z Urzędu Świadczeń Rodzinnych w Norymberdze, bo celem była kontrola zasiłków socjalnych, zwłaszcza na dzieci, oraz wyłapanie ewentualnych oszustów. Załapali się także dziennikarze z „Bilda”. Jak widać, warto czytać tabloidy.
Cel oblężenia: dowiedzieć się, kto naprawdę, a nie na papierze mieszka w owianym złą sławą bloku. Władze podejrzewają, ze nie wszystkie z trzech setek dzieci oficjalnie zameldowanych w wieżowcu mieszkają faktycznie tam, ale raczej w kraju ich rodziców, a zasiłek rodzinny nadal trafia na adres w „Białym Olbrzymie”.
„Biuro porządku publicznego! Otwierać drzwi!” – policjanci pukają do wszystkich drzwi i sprawdzają mieszkańców. Smród z brudnych klatek schodowych, pukanie do drzwi, dzwonki często nie działają. Otwierają głównie młodzi mężczyźni, wielu z Europy Południowo-Wschodniej. Nie rozumieją niemieckiego. Jeden z nich pyta: „Dlaczego tak wcześnie?” W mieszkaniu na szóstym piętrze otwiera nastolatek w koszulce z napisem „Niemiec z urodzenia, Szwab z Bożej łaski”. Rumun nie mówi jednak po niemiecku ani słowa.
Burmistrz Duisburga Sören Link: „Kontrola meldunkowa pomaga nam ustalić, kto ma prawo tu przebywać, kto niesłusznie otrzymuje świadczenia socjalne, a kto nie może przebywać zgodnie z prawem imigracyjnym. Musimy to ukrócić także po to, by przywrócić zaufanie do miasta i państwa.”
Po trzech godzinach kontroli bilans jest budujący: 16 aresztowań, z czego 14 za nielegalny pobyt, plus dwa zaległe nakazy aresztowania w celu deportacji. Plus aktualizacja meldunków.