Francja: Śledztwo ujawnia rodzinne zaplecze agresywnego przedszkolaka

Śledztwo dziennikarskie nt. pięciolatka, który terroryzuje przedszkole (historia w tweecie poniżej).
Pierwsze pytania, które się nasuwają, także w komentarzach pod moim tweetem, to co robią rodzice? Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że dokładnie to samo wydarzyło się w poprzednim przedszkolu.

Co więcej, wtedy policja wszczęła nawet dochodzenie, ponieważ rodzice w poprzednim przedszkolu złożyli skargę. Ze zebranych informacji wynika, że ojciec dziecka jest nieobecny, a matka całkowicie odmawia pełnienia obowiązków rodzicielskich i nie pozwala sobie pomóc w opiece nad dzieckiem. Według niej syn nie sprawia problemów, a winni są wszyscy inni. Chciała nawet złożyć skargę na przedszkole, które oskarżyła o kłamstwa i rasizm. Odmówiła również porad psychologicznych dla swojego dziecka, a nawet zabroniła dyrekcji przedszkola dzwonić do niej w przypadku problemów z synem i nie odbierała telefonu.
Matka wyjaśniła, że jej syn często spędza czas u swoich wujków i że gra tam w GTA, ogląda brutalne filmy i że czasami, kiedy wracał z weekendu u wujków, to mówił jak „pan wsadza siusiaka pani”, więc zapewne oglądał filmy pornograficzne. Chłopiec wyjaśnił na policji, że często powierzano go dziadkom, którzy używali wobec niego zété czyli kija, w jednym z narzeczy kongijskich.
Ze swojej strony rozmawiałem o tym z kilkoma nauczycielami, w tym z mojej rodziny, którzy pracują w różnych szkołach publicznych w regionie paryskim. Nawet ich to niespecjalnie szokowało. Twierdzą, że to ich codzienność, ze takich uczniów jest masa, a sprawa dostała się do mediów, bo trafiło na „dobrą” szkołę, w „dobrej” dzielnicy (czyli w białym getcie pod Paryżem). Wszyscy bez wyjątku powiedzieli, że „to na pewno Afrykanin bez ojca”, choć żaden z nich nie znał wyżej cytowanych ustaleń.