Komunistyczna rada miasta Échirolles k/Grenoble, która w piątek zarządziła ewakuację rezydencji Carrare, obiecała przekwaterować 20 lokatorów. Właściciele są wściekli na władze: „Dilerzy wygrali”.
Budynek Carrare w Echirolles, naprzeciwko ratusza, stał się głównym punktem handlu narkotykami w aglomeracji Grenoble.
65-letni Kadri mieszka w małej kawalerce: „Płacę czynsz i pracuję. I mimo że blok jest brudny, pełen szczurów i dilerów narkotyków, to był mój dom. Teraz nie wiem, gdzie będę spać w piątek. Idę do ratusza po pomoc. Jestem wkurzony.”
Inny lokator, z Bangladeszu: „Znalazłem to mieszkanie naprzeciwko mojej pracy, ponieważ nie mam samochodu. To było bardzo praktyczne. Ale to prawda, że po strzelaninach tego lata byłem przerażony. W nocy dilerzy krzyczeli dobijając się do drzwi. Mam nadzieję, że znajdą mi inne miejsce.”
Amandine Demore, komunistyczna burmistrz Echirolles, uspokaja: „Zamierzamy znaleźć rozwiązania awaryjne. Następnie przyjrzymy się każdemu przypadkowi z osobna. Niektórzy nie chcą wracać i złożyli wnioski o mieszkania socjalne. Moim obowiązkiem jako burmistrza jest ochrona moich wyborców i nie mogę pozwolić ludziom mieszkać w budynku, który jest narażony na zagrożenia elektryczne, pożarowe, w budynku, w którym według ekspertów istnieje ciągłe niebezpieczeństwo śmierci.”
Jérémie jest właścicielem czterech mieszkań i przewodniczącym wspólnoty 80 współwłaścicieli. Jest wściekły: „Wciąż nie mogę się pozbierać po ogłoszeniu przez ratusz, że rezydencja ma zostać ewakuowana. Moja rodzina i ja zainwestowaliśmy. Czynsz za mieszkanie jest emeryturą mojej matki, która zostaje bez środków. Ale nadal musimy płacić za media. Naprawa sieci będzie kosztować 70 tys. euro. Od dwóch lat musimy naprawiać rzeczy psute przez dilerów. Żyjemy legalnie i musimy się wynosić z powodu handlarzy narkotyków – to świat do góry nogami!”
Jérémie nie wierzy w zapewnienia merostwa o rychlym powrocie: „Większość dilerów to nielegalni imigranci z obowiązkiem opuszczenia Francji (OQTF). I są tam od dwóch lat! Ci dwaj, którzy zostali postrzeleni tego lata, wrócili na swojego „miejsce pracy” kilka dni później, na wózkach inwalidzkich i o kulach! Zarabiają na tym procederze od 10 do 15 tysięcy euro dziennie! Nie pozwolą ot tak po prostu go zlikwidować!”
Niektórzy ze współwłaścicieli skontaktowali się z adwokatami. „Zamierzamy pozwać państwo, które nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Ile razy błagaliśmy prefekturę o postawienie dwóch ochroniarzy przed punktem handlu narkotykami? Ale teraz to dilerzy są całkowicie bezkarni, a uczciwych ludzi się wyrzuca!”