Francja: Nanterre. Śledztwo zmienia obraz śmierci Nahela Merzouka

Francja: Nanterre. Śledztwo zmienia obraz śmierci Nahela Merzouka

KOMENTARZ ZNAD SEKWANY // 016
Sprawa Nahela Merzouka: fiasko fałszywej narracji
27 czerwca 2023 r.
Nahel Merzouk, 17-letni Algierczyk z obywatelstwem francuskim, oraz jego koledzy między innymi siedzący obok kierowcy Farid B., notowany, jeździli wynajętym w polskiej wypożyczalni Mercedesem AMG ulicami podparyskiego Nanterre.

Wyłączyli tryb antypoślizgowy, chcieli jeździć szybko. Nie zatrzymali się do kontroli policyjnej, a podczas pościgu, który trwał dwie minuty i 40 sekund przejechali 3,081 km ze średnią prędkością 69,5 km/h sześciokrotnie przekraczając 90 km/h i osiągając maksymalną prędkość 116 km/h. Ulicami miasta, między 8.16 a 8.19 rano, kiedy ludzie jechali do pracy. Potrącili co najmniej dwóch pieszych i cudem nie rozjechali rowerzysty. Kiedy zostali w końcu złapani, Nahel Marzouk został śmiertelnie postrzelony podczas kontroli, co doprowadziło do kilkudniowych niezwykle brutalnych zamieszek we Francji.

Oficjalne kłamstwo się sypie
Wersja ojkofobicznych lewaków i „młodych ludzi z przedmieść” jest taka: rasistowska policja zabiła bez powodu niewinnego aniołka. Ta początkowa wersja dominowała w mediach i była używana przez uczestników zamieszek (oraz ich polityczne zaplecze czyli skrajną lewicę), aby usprawiedliwić palenie bibliotek, merostw i szkół czy plądrowanie sklepów. Jednak ta kłamliwa wersja została obalona przez śledztwo, którego wyniki właśnie opublikowano. Po ponad roku śledztwa i tysiącach stron ekspertyz okazuje się, że medialna histeria to brednia, a odpowiedzialność funkcjonariuszy policji wygląda inaczej niż w nagonce. Z akt wyłania się wersja, której od samego początku bronili policjanci.

Policjanci nie uderzyli Nahela
Kilku świadków oraz pasażer Farid B. nadal twierdzą, że policjant Julien L. uderzył Nahela Merzouka kolbą pistoletu w głowę, co miało sprawić, że kierowca spanikował i ruszył. Jednak sekcja zwłok jest rozstrzygająca: Nahel miał jedynie dwa siniaki na prawym ramieniu, powstałe kilkanaście godzin wcześniej. Natomiast policjant oskarżony o uderzenie go w skroń i nos, nawet nie był w stanie ich dosięgnąć z miejsca, w którym stał.

Mody Algierczyk celowo ruszył z miejsca
Według wersji medialnej, kierowca dostał cios kolbą w skroń, jego stopa ześlizgnęła się z hamulca, samochód ruszył do przodu i wtedy policjant Florian M. oddał strzał. Tak zeznaje Farid B. Jednak Według eksperta, żeby ruszyć z miejsca należało wykonać po kolei cztery czynności: nacisnąć jedocześnie przycisk zapłonu ręką i pedał gazu stopą, włączyć tryb jazdy na automatycznej skrzyni biegów, a następnie lekko przyspieszyć stopą. „Ponowne uruchomienie pojazdu mogło być jedynie wynikiem celowego działania.” Nie może być mowy o przypadku. Typowa wymówka „ja niechcący” się sypie.

Strzał policjanta to zapewne rykoszet
Zarzut dobrowolnego nieumyślnego spowodowania śmierci jest bardzo poważny i może zaprowadzić policjanta za kraty na dłuższy czas. Jednak Florian M. jest konsekwentny w swoich zeznaniach i zaprzecza, że celował w górną część ciała. Specjaliści od balistyki potwierdzają, że broń policjanta w momencie oddania strzału była skierowana niżej. „Ruch pojazdu mógł zatem spowodować przesunięcie trajektorii w górę”. Inna ekspertyza to potwierdza: „Przesunięcie strzału w górę i w lewo mogło być spowodowane wprawianiem pojazdu w ruch”. Reasumując: Nahel ruszył i dlatego zamiast w nogę dostał w tors.

Samoobrona czy przekroczenie granic?
„Mój kolega miał ręce w kabinie pasażerskiej i dla jego ochrony użyłem broni, aby zapobiec zmiażdżeniu lub przygwożdżeniu do ściany. Równie dobrze mogłem się potknąć i wpaść pod tylne koła”, wyjaśnił policjant Florian M. podczas przesłuchania i tej wersji się trzymał. Według wersji mec. Nabila Boudiego, adwokata matki Nahela Merzouka, policjantowi w momencie oddania strzału nic nie groziło, a to, że samochód ruszył nie stanowiło bezpośredniego zagrożenia dla funkcjonariuszy policji i nie było ryzyka zmiażdżenia o mur, który widać na nagraniu. To wyklucza użycie broni w obronie własnej, które stanowi przekroczenie granic obrony koniecznej czyli de facto zabójstwo. Jednak Według ekspertyzy policjanci znajdowali się o 31 do 36 cm od ściany (a nie półtora metra, jak pisali na polskim Twitterze domorośli specjaliści), a zatem zagrożenie było realne, podjęcie decyzji o użyciu broni usprawiedliwione, a kryteria obrony koniecznej spełnione.

Policja nie kłamała, kłamali arabscy adwokaci i media
Kilka dni po wydarzeniach adwokat rodziny Nahela Merzouka, którym był wówczas mec. Yassine Bouzrou, złożył skargę o „fałszowanie oficjalnych dokumentów”. Twierdził, że policja ustala fałszywą wersję, zgodnie z którą nastolatek próbował ich przejechać. Wszystko po to, żeby kryć kolegów, rzecz jasna. To oskarżenie podjęte w mediach niewątpliwie wywołało oburzenie w imigranckich społecznościach i doprowadziło do eskalacji zamieszek. Sędziowie śledczy od początku uważali oskarżenia za bezpodstawne i nigdy nie przeprowadzili dochodzenia w tej sprawie ani nawet nie zadali policji ani jednego pytania. Ale było już za późno: przedmieścia zapłonęły. Teraz nadszedł czas na antidotum w postaci faktów i obiektywnych elementów sprawy. Na podstawie ekspertyz sędziowie śledczy będą musieli ustalić czy istnieją wystarczająco solidne dowody, aby postawić policjantów przed sądem. Na tym etapie Florian M. jest objęty dochodzeniem w sprawie morderstwa, a jego kolega, Julien L. ma zarzut współudziału w zabójstwie.
Źródło: JDNews, Europe1